Centrum Techniki Laserowej Laserinstruments mieści się przy ulicy Wiosny Ludów w Ursusie. To urokliwa i cicha uliczka, położona wzdłuż torów kolejowych. Dojechać w to miejsce ze Śródmieścia to prawdziwa sztuka.
- Nie jest tak źle - uspokaja Ludwik Pokora, prezes i właściciel CTL Laserinstruments. O lokalizacji naszej siedziby zadecydowały dwa powody. Pierwszym jest bliskość kolei. Korzyści płynące z tego są bardzo duże. Do centrum jedzie się 20 minut. Poza tym to duża wygoda dla naszych pracowników. Wielu z nich dojeżdża spoza Warszawy. Drugim powodem były niższe koszty gruntów.
- Gdy kupowaliśmy grunt, był on cztery razy tańszy od nieruchomości w innych lokalizacjach mówi Pokora. Usytuowanie siedziby nie rzutuje na kontakt firmy z potencjalnymi klientami. W większości przypadków negocjacje handlowe toczą się drogą elektroniczną. CTL powstało w październiku 1991 roku. Do nowej siedziby firma przeniosła się pod koniec ubiegłego roku. Początkowo dzierżawiła pomieszczenia w Fabryce Wyrobów Precyzyjnych VIS na warszawskiej Woli. Kilku znajomych zgodziło się zaangażować finansowo w spółkę (zostali pasywnymi udziałowcami, pozostawiając prowadzenie firmy pomysłodawcy). Inicjator przedsięwzięcia objął 51 proc. udziałów.
Od 1996 r. Ludwik Pokora jest jedynym właścicielem spółki. Pozostali udziałowcy wycofywali się, on odkupywał ich udziały. Interesował go dalszy rozwój firmy. Z reinwestowanych zysków oraz z kredytów zbudowano świeżo oddaną siedzibę w Ursusie.
- Inwestycja budowlana była dużym obciążeniem, czasowo przyhamowała nasz rozwój. Szybko jednak nadrabiamy stracony czas - mówi Pokora. Warszawskie laboratorium oferuje lasery, moduły, systemy i akcesoria laserowe dla medycyny, technologii przemysłowych, techniki pomiarowej, szkolnictwa i edukacji. Jest to sprzęt różnorodny. O ile prosty laser terapeutyczny kosztuje kilka tysięcy złotych, to cena dużych urządzeń dla chirurgii i przemysłu przekracza już 100 tys. zł. Obecnie firma ma w ofercie 36 urządzeń laserowych dla medycyny i pięć stworzonych na potrzeby przemysłu.
Większość przychodów pochodzi ze sprzedaży urządzeń dla branży medycznej. 70 proc. produkcji pozostaje w kraju. - Na razie w naszej sprzedaży dominuje rynek krajowy, ale nie ma co ukrywać, że ten wciąż maleje - mówi Pokora. W najbliższym czasie chciałby zatem proporcje te zdecydowanie odwrócić.
- Chciałbym, żeby pod koniec roku na rynkach zagranicznych było sprzedawanych 50 procent naszych urządzeń, zaś za dwa lata już 70 procent - mówi Pokora.
Plany pociągają konkretne działania. Niedługo CTL założy spółkę handlową w Niemczech. Ułatwi to ekspansję na zachód. Serce laserowej grupy - prace konstrukcyjne, podstawowy montaż - pozostanie w Warszawie. Niemiecka firma zajmie się głównie prowadzeniem promocji, sprzedaży, testami oraz częściowo serwisem.
W Polsce, poza barierą finansową, jest też inny problem. Lasery jest tu trudno sprzedawać, bo na rynku brakuje wiedzy o możliwościach ich zastosowaniach. Przykładem niech będzie laser do spawania. - Jeśli ktoś chce kupić spawarkę, to idzie do sklepu, a tam sprzedawca mu doradza jedno spośród tradycyjnych urządzeń. Rzadko wspomina o laserze. Do rzadkości należy sytuacja, gdy sprzedawca wie o jego istnieniu - mówi Ludwik Pokora.
Urządzenia laserowe, które można wykorzystać w produkcji przemysłowej, są bardzo drogie. Mikrospawarka kosztuje minimum 100 tys. zł. Nie jest to zatem produkt dla ślusarza spawającego balustradę, lecz dla firm, w których procesie produkcyjnym niezwykle ważna jest jakość. - Jakość i precyzja - mówi Pokora. Te cechy są potrzebne przy bardziej skomplikowanych technologiach produkcyjnych. - W fabrykach Toyoty spawanie części karoserii odbywa się techniką laserową. To tajemnica sukcesu i trwałości karoserii tej marki, bo gdy w łączeniu materiałów szlachetnych używa się tej technologii, materiał nie zmienia swoich właściwości. Taka konstrukcja jest trwalsza - mówi Pokora.
- Jedynym z problemów branży jest brak odpowiedniej wiedzy. To wynika z programów kształcenia w szkołach medycznych i na politechnikach - twierdzi prezes CTL. Jednym z ogniw działalności CTL jest zatem organizacja kursów szkoleniowych w zakresie optymalnego zastosowania techniki laserowej. - Na razie są to jednodniowe spotkania. Później chcielibyśmy organizować szkolenia tygodniowe - mówi Pokora.
Na tym nie koniec. W przyszłości chęć rozpowszechniania wiedzy o laserach może zinstytucjonalizować się w postaci studium podyplomowego dla lekarzy i inżynierów. -Mam taki plan - mówi Pokora. Myśli o studium związane są z zamiarem budowy mikro-kliniki. Pokazywane byłyby tam możliwości urządzeń produkowanych przez CTL.
Rozpowszechnianie wiedzy nie zagwarantuje jednak sukcesu firmy. Potrzebna jest promocja. - Jeśli ktoś produkuje artykuły spożywcze, to wie, gdzie ma to sprzedawać. Wobec bardziej wyszukanych produktów, takich jak laser, tej wiedzy nie ma - mówi Ludwik Pokora. - W branży spożywczej na stu potencjalnych klientów, do których chce dotrzeć producent, pięćdziesięciu wie, o co chodzi, a dwudziestu z nich chce kupić produkt. Tymczasem w naszej branży, jeśli na stu uda się przekonać jednego, to już jest prawdziwy sukces. Gdy do tego dodać jeszcze o niebo wyższe koszty promocji, związane z marketingiem, publikacją broszur czy z tworzeniem prezentacji, uświadamiamy sobie, że to niezwykle trudny rynek. Do tego dochodzą jeszcze rygorystyczne procedury homologacyjne na sprzedaż. Wprowadzenie produktu na rynek trwa średnio 3-5 lat, a jego powstanie obarczone jest kilkudziesięcioma uregulowaniami prawnymi. Od października ubiegłego roku obowiązuje także nowa ustawa o produktach medycznych i ich rejestracji. Zapisano w niej, że takie produkty muszą uzyskać homologację instytucji unijnych. Przed wejściem w życie ustawy, homologacji udzielał Centralny Ośrodek Techniki Medycznej. - Teraz swoje produkty musimy homologować w unijnych odpowiednikach nieistniejącego już COTM - narzeka Pokora. Skarży się też na brak jakichkolwiek okresów przejściowych w tym zakresie. - Nie dano mi nawet możliwości przygotowania się do tych nowych warunków. Zanim dotrzemy do właściwych urzędów, upłyną dwa lata. Na krajowym rynku CTL jest jedynym prywatnym zakładem. W jego otoczeniu działa jeszcze 6-8 instytutów badawczych. One mają jednak ze strony państwa wsparcie, którego CTL brakuje. Pokora skarży się, że gdy pojawia się w urzędzie z wnioskiem o dofinansowanie jakiegoś projektu, dostaje negatywną odpowiedź, bo "nie jest państwowy". Takie podejście go irytuje, ale nie dziwi. Ostatnią deską ratunku są stowarzyszenia,takie jak np. Naczelna Organizacja Techniczna. - No, ale tam mogę uzyskać co najwyżej wsparcie moralne - uśmiecha się. A może inwestor - pytam. - Jak najbardziej. Gdyby ktoś nas wsparł, moglibyśmy przyśpieszyć nasze działania - mówi Pokora. Pod koniec ubiegłego roku oszacował swoje potrzeby inwestycyjne na około 5 mln dolarów. - Takie środki pozwoliłyby dziesięciokrotnie zwiększyć nasze możliwości - mówi Ludwik Pokora.